Upadek Związku Radzieckiego w 1991 r. pozostawił przeszło 65 milionów ludzi żyjących poza granicami krajów, które uważali za ojczyste, wliczając w to 25 milionów Rosjan z pochodzenia, żyjących poza Federacją Rosyjską. Masowe ruchy ludności na terenach byłego Związku Radzieckiego stały się charakterystyczne dla lat dziewięćdziesiątych, jako że ludzie muszą uciekać ze swoich domów z powodów wojen domowych, napięć etnicznych, prześladowań i niepewności. Co więcej, rozluźnienie niegdyś dokładnych radzieckich kontroli granicznych, doprowadziło do napływu uchodźców spoza dawnego ZSRR. W następstwie tego Federacja Rosyjska stanęła przed naprawdę ogromnymi problemami, związanymi z przemieszczaniem ludności. Pomimo, że niektóre kraje, znajdujące się w podobnej sytuacji, uporczywie odmawiają wiązania się zasadami prawa międzynarodowego, dotyczącego uchodźców, 2 lutego 1993 r. Federacja Rosyjska przystąpiła do Konwencji Genewskiej, dotyczącej statusu uchodźców (Konwencji Uchodźczej) i jej Protokołu Nowojorskiego 1967 r., wyraźnie podejmując pewne zobowiązania wobec poszukujących ochrony przed poważnymi pogwałceniami praw człowieka we własnych krajach. Ponadto w 1992 r. Federacja Rosyjska zgodziła się na ustanowienie biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR). W tym samym roku powstała Federalna Służba Migracyjna (FSM), pomiędzy 1992 a 1995 r. utworzono 90 regionalnych oddziałów Służby. 19 lutego 1993 r. Rosja przyjęła Ustawę o Uchodźcach i Ustawę o Przymusowych Migrantach, które weszły w życie 20 marca.
Uchodźcy czeczeńscy przyjeżdżają do Polski od ponad 12 lat – pierwsi pojawili się wraz z rozpoczęciem pierwszej wojny rosyjsko-czeczeńskiej (grudzień 1994 r.). Początkowo było ich niewielu, jednak wraz z nasileniem działań wojennych w 1999 r. (tzw. Druga wojna rosyjsko-czeczeńska), liczba uchodźców znacznie się zwiększyła, dochodząc nawet do kilkudziesięciu osób dziennie zgłaszających się po azyl. Mieszkają w ośrodkach w Warszawie, Łomży, Wołominie, Radomiu, Białymstoku, Czerwonym Borze i wielu innych. Wielu z nich uciekło do Polski bojąc się w życie własne i swoich dzieci, ale przede wszystkim uciekają przed systematycznym wyniszczaniem narodu, czyli – prześladowaniem na tle narodowościowym. Za sobą zostawiają zgliszcza rodzinnych domów, często groby najbliższych. Polska jest dla nich pierwszym krajem na Zachód, w którym mogą poczuć się bezpiecznie. Władze wpuszczają ich do kraju, nie deportują do Rosji, ale tak naprawdę niewiele robią. Fakt, istnieją obozy dla uchodźców. Czeczeni przez pewien czas otrzymują pomoc, jednak nie mają perspektywy życia w naszym kraju.
Karta Narodów Zjednoczonych przyznaje każdemu narodowi prawo do samostanowienia. Exodus Czeczenów z ojczyzny jest bezpośrednim następstwem odmówienia im tego prawa przez Rosję. Ze względu jednak na energetyczne uzależnienie Polski – a szerzej, Europy – rzadko kto protestuje dziś przeciwko polityce Moskwy wobec kaukaskiej republiki. Po atakach terrorystycznych na WTC w Nowym Jorku 11 września 2001 r., reżim Putina otrzymał ,,zielone światło” od niemalże wszystkich przywódców państw europejskich na ,,walkę z czeczeńskim terroryzmem”. Putin bardzo sprytnie wykorzystał tę tragedię, ogłaszając solidaryzm z Amerykanami i zapowiadając walkę z międzynarodowym terroryzmem, podkreślając, że Federacja Rosyjska boryka się z tym problemem już od dawna. Putin miał okazję do skarcenia wszystkich tych, którzy alarmowali o zbrodniach popełnianych w Czeczenii i wskazania na słuszność swoich decyzji w imię walki z ,,międzynarodowym terroryzmem”. Po 11 września Rosja otrzymała rozgrzeszenie od Zachodu za naruszenia praw człowieka w Czeczenii. Można stwierdzić, że nikt nie zyskał więcej na zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie jak Rosja. W jednej chwili przywódcy czeczeńskich bojowników stali się ,,terrorystami”, których powiązywano ściśle z Al – Kaidą. Rosja na gruzach WTC zbudowała ogromny kapitał polityczny nie tylko w kwestii czeczeńskiej. Odtąd w rozmowach Rosja – Zachód nie poruszano sprawy czeczeńskiej.
Dane z 1991 r. mówią o liczbie 950 tys. Czeczenów zamieszkujących teren Kaukazu, w tym 735 tys. na terenie Republiki Czeczeńskiej. Dzisiaj, w wyniku dwóch krwawych wojen, mówi się o liczbie 230 tys. Czeczenów pozostających na terytorium Republiki Czeczeńskiej, co stanowi 23% czeczeńskiej ludności żyjącej na tym terytorium przed 1994 r. i o liczbie 300 tys. uchodźców.
Czeczeni to największa w Polsce grupa narodowościowa, która zabiega o status uchodźców politycznych. Od 1994 r. polskie granice przekroczyło ok. 30 tys. uciekinierów. Dziś w Polsce przebywa ich kilka tysięcy i z roku na rok grono przybyszów maleje. Urzędnicze procedury skazują Czeczenów na wieloletni pobyt w ośrodkach dla cudzoziemców.
Problemem emigrantów z Czeczenii zajmują się w Polsce dwie instytucje państwowe: Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców (URiC), a także Rada ds. Uchodźców. W praktyce o losie przedstawicieli prześladowanego narodu decyduje kilkunastu urzędników. Zgodnie z Konwencją Genewską dana osoba musi – jeśli chce otrzymać status uchodźcy – wykazać przed URiC bądź Radą ds. Uchodźców, że była indywidualnie prześladowana przez władze jej kraju pochodzenia. Mimo to Polska dotąd nie uporała się z problemem mniejszości czeczeńskiej. Status uchodźcy politycznego otrzymują nieliczni. Spośród ponad 5 tys. wniosków, które co roku trafiają do Biura Podawczego URiC, zaledwie ok. 400 zostaje rozpatrzonych pozytywnie. Według urzędników URiC czeczeńcy starający się o status uchodźcy powtarzają argumenty, które kiedyś zostały uznane przez Urząd w postaci decyzji pozytywnej i te argumenty przytaczają w innych postępowaniach, a konkretnie w swoich i w momencie weryfikacji, to o czy oni mówią, nie mogło im się akurat wydarzyć. Podstawowym dowodem w sprawie o nadane statusu uchodźcy są wiarygodne zeznania cudzoziemca.
W postępowaniu o nadanie statusu uchodźcy polskie władze oficjalnie opierają się także na dostarczonych przez wnioskodawcę dokumentach, raportach organizacji rządowych i pozarządowych działających w Rosji, raportach Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców w ONZ, danych Ośrodka Studiów Wschodnich, ale też, co budzi szereg kontrowersji, informacjach rosyjskich mediów. Istnieje przekonanie, że urzędnicy URiC opierają swoje decyzje wyłącznie na podstawie informacji ze źródeł rosyjskich, patrząc na niektóre uzasadnienia odmowy statusu uchodźców. Bardzo często kobiety, które np. powołują się na fakt, że zostały zgwałcone, w związku z tym, że były żoną jakiegoś bojownika czy partyzanta, bądź córką jakiegoś działacza i z tego powodu chcąc dotrzeć do męża, ojca, brata spotkało je to, co spotkało słyszą, że kłamią, bo prawdziwa Czeczenka nigdy by o tym nie powiedziała, a skoro powiedziała, to znaczy, że to nie miało miejsca albo, że jest to naturalna konsekwencja działań wojennych.
Najwyższe organy sądowej władzy Rzeczypospolitej w postaci Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) wyrażają prawnie wiążący pogląd, iż tragiczna sytuacja ludności cywilnej w Czeczenii „nie wynika z prześladowań przez władze Federacji Rosyjskiej Czeczenów z powodu ich narodowości, ale jest wynikiem trwającej tam wojny domowej, której jednym ze źródeł jest walka o niepodległość. Tak więc niezależnie od tego, że tragiczne skutki wieloletniej już wojny domowej odczuwają wszystkie osoby narodowości czeczeńskiej (a zapewne i inni mieszkańcy tego regionu), w świetle definicji uchodźcy do uzyskania statusu uchodźcy uprawnione są jednak osoby, które indywidualnie wykażą, że są (lub mogą być w przyszłości) obiektem skierowanych przeciwko nim prześladowań” (wyrok NSA z dn. 13.06.2003 sygn. Akt V S.A. 2582/02). Jak czytamy w innym orzeczeniu NSA, „podstawową przesłanką decydującą o możliwości uzyskania statusu uchodźcy jest uzasadniona obawa przed prześladowaniem po stronie aplikującego. Obawa jest odczuciem subiektywnym, bezpośrednio niepoznawalnym i niemożliwym do zweryfikowania. Dlatego w sytuacji, gdy skarżący twierdzi, iż taką obawę odczuwa, punkt ciężkości oceny musi przesunąć się na okoliczności zobiektywizowane, czy skarżący ma zobiektywizowane podstawy do odczuwania zagrożenia. Jest to szczególnie trudne w sytuacji, gdy sam fakt ubiegania się o status uchodźcy często może kamuflować inne motywy migracji, zwłaszcza przyczyny ekonomiczne. Gdy więc ubiegający się o status uchodźcy twierdzi, iż żywi obawę przed prześladowaniem, na nim spoczywa ciężar wykazania tych obaw” (wyrok NSA z dn. 18.03.2002 r. sygn. Akt V S.A. 3685/00). W wyroku tym sąd wskazuje na URiC jako instytucję państwową, która ma znaleźć okoliczności obiektywne. Tymczasem dla URiC co prawda okoliczności obiektywne mają – jak się zdaje – przewagę nad subiektywnymi odczuciami, ale ciężar dowiedzenia obiektywnych okoliczności zrzuca się na barki subiektywnie patrzącego uchodźcy. Ta zasadnicza sprzeczność uniemożliwia jakąkolwiek humanitarną procedurę, gdyż stawia uchodźcę w sytuacji gorszej niż ta, którą przyznaje się podejrzanemu w postępowaniu karnym. Bo postępowanie karne zakłada niewinność podejrzanego, a tu z góry przyjmuje się założenie, że uchodźca oszukuje. Uchodźca musi udowodnić swoją „niewinność”, co przypomina przesłuchanie przez prokuratora lub funkcjonariusza kontrwywiadu. „Karą” w tym przypadku jest – w najlepszym razie – przyznanie prawa do pobytu bez istotnej pomocy na zagospodarowanie, tzw. „pobyt tolerowany”.
„Pobyt tolerowany” oznacza zgodę na przebywanie na terytorium Rzeczypospolitej, z teoretycznie zagwarantowanymi uprawnieniami do ubiegania się o świadczenia, przysługujące bezrobotnym i ubogim. Pozwala on na legalną pracę, nie daje natomiast prawa do uczestniczenia w programach integracyjnych, ani do otrzymania paszportu. Tymczasem część Czeczenów deklaruje, że chętnie wyjechałaby z Polski aby połączyć się z rodzinami, które wcześniej wyemigrowały do krajów zachodnich. Nie mając paszportów, muszą wegetować w ośrodkach. W praktyce jest to życie bez realnej pomocy, los żebraka. Przed wejściem w życie regulacji dublińskiej (tzw. Dublin II) uchodźca mógł wyjechać z Polski do krajów zachodnich, by tam jeszcze raz ubiegać się o status uchodźcy i nawet po odmowie jego przyznania żyć w warunkach bez porównania lepszych niż w Polsce. Był to dla władz w Warszawie swoisty „wentyl bezpieczeństwa”, dający pretekst do unikania zwiększonych wydatków na uchodźców. Jednak obowiązująca od maja 2004 roku regulacja dublińska ustala, że państwem UE odpowiedzialnym za rozpatrzenie wniosku o nadanie statusu uchodźcy jest państwo, w którym cudzoziemiec po raz pierwszy złoży wniosek. Rezultat okazuje się wręcz katastrofalny. Nawet z przyznanym pobytem tolerowanym, uchodźca wegetuje w Polsce bez realnej pomocy i bez możliwości legalnego wyjazdu do bogatszego kraju. Oczywiście istnieje wariant najgorszy. Czeczena zawsze można wydalić do tzw. „kraju pochodzenia” – do Rosji, gdzie czekają go upokorzenia, tortury, a często także śmierć. Nawet jednak ci, którym przyznano prawo do pobytu w Polsce, najczęściej stają przed tragicznym wyborem: wrócić i być może zginąć, lub zostać i prowadzić życie pozbawione praw i perspektyw.
Przyczyn odmowy wydania statusu uchodźcy jest więcej. Główny to ten, że zdaniem URiC i Rady ds. Uchodźców w Czeczenii nie ma już wojny, a przybywający do Polski emigranci uciekają z ojczyzny przed biedą, a nie z obawy o życie. Wedle opinii urzędników URiC, po 2004 r. głównym powodem wyjazdu Czeczenów z Czeczenii to, po pierwsze, niewiara w to, że tam cokolwiek się zmieni w sensie pozytywnym i będzie można prowadzić normalne życie, takie, jakie prowadzono chociażby za czasów ZSRR. Po drugie wygania ich bieda.
W całej Czeczenii toczy się wojna z narodem, tzn. z każdym, kto jest podejrzewany o współpracę z partyzantami. Gdyby na ziemi czeczeńskiej było spokojnie i nie groziłaby tam ludności czeczeńskiej eksterminacja to, m.in. nie doszłoby do zabójstwa Anny Politkowskiej, która właśnie o prześladowaniach i terrorze na ziemi czeczeńskiej mówiła. Według raportu Międzynarodowej Organizacji Praw Człowieka - Human Rights Watch z 2006 r., torturom na terenie Czeczenii poddawani są wszyscy młodzi mężczyźni, a także coraz częściej kobiety i dzieci. Cel tych tortur jest jeden, aby ci, którzy zostają zatrzymani, przyznali się przede wszystkim do popełnienia aktów terrorystycznych, dlatego konieczne dla władz Czeczenii, tzn. władzy namiestnika Putina w Czeczenii Ramzana Kadrowa, jak i samego Putina jest potwierdzenie istnienia terroryzmu, no i oczywiście dobrze, jeżeli jest to terroryzm międzynarodowy. Niekiedy, podobnie jak w Rosji, Czeczeni w Polsce są podejrzewani o związki z organizacjami terrorystycznymi i na tej podstawie odmawia im się statusu uchodźcy.
Zdaniem URiC mieszkający w Polsce Czeczeni stwarzają poważne problemy. Nie kwapią się do legalnej pracy, nie chcą się integrować. Według urzędników URiC, nie ma tygodnia, w którym nie zgłaszaliby się polscy przedsiębiorcy i małe firmy jednoosobowe, jak również duże firmy handlowe z propozycją pracy dla tych cudzoziemców, którzy, czy to mają status uchodźcy, czy status pobytu tolerowanego. Niestety, odzew na te oferty pracy jest znikomy. Przeważenie do Polski trafiają samotne matki z dziećmi albo całe rodziny, rodziny wielodzietne, osoby po bardzo ciężkich zranieniach, obozach filtracyjnych, kalekie, inwalidzi – zatem nie można się spodziewać, że takie osoby od razu podejmą pracę.
Niełatwa sytuacja Czeczenów pogorszyła się jeszcze, w ubiegłym roku, wraz ze zmianą przepisów, które nakazały emigrantom posiadającym już pobyt tolerowany, a ubiegającym się nadal o status uchodźcy opuszczenie ośrodków. Mieli do wyboru; albo zostać przy pobycie tolerowanym i wyprowadzić się z ośrodka, czyli właściwie pozostać na ulicy w środku zimy albo zrzec się pobytu tolerowanego, a więc prawa do legalnej pracy, prawa do legalnego pobytu w Polsce, prawa do pomocy społecznej i pozostać w ośrodku. Biorąc pod uwagę ich realną sytuację, właściwie wyboru nie było.
Ustawa o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z dn. 13 czerwca 2003 roku w artykule 90 ust. 1 przewiduje, że cudzoziemcowi można udzielić azylu w Polsce, gdy jest to niezbędne do zapewnienia mu ochrony oraz „gdy przemawia za tym ważny interes Rzeczypospolitej Polskiej”. Tym ważnym interesem Rzeczypospolitej mogłaby być choćby symboliczna, dyplomatyczna walka z mocarstwową polityką Moskwy, poprzez zdecydowaną wolę i realizację rzeczywistej pomocy udzielanej uchodźcom. A jednak w drodze do „normalizacji stosunków” polskie władze wybrały inną drogę.
Jeżeli chodzi o opinię polskiego społeczeństwa na temat uchodźców, to generalnie istnieje bardzo duża niechęć społeczna, spowodowana głównie niewiedzą. Mniej niż 50% Polaków potrafi zdefiniować, kto to jest uchodźca. Polacy akceptują pobyt uchodźców w Polsce, ale głównie w ośrodkach. 7% Polaków uważa, że Polska jest tak biednym krajem, że nie powinna w ogóle udzielać uchodźcom żadnej pomocy. Są to dane OBOP-u.
Poprawić sytuację Czeczenów mogłoby złagodzenie kryteriów przyznawania statusu uchodźcy lub też objęcie pełną opieką socjalną i programami integracyjnymi osób z pobytem tolerowanym. Takie zmiany są planowane. Problem w tym, że wciąż nie wiadomo, czy i kiedy wejdą w życie. Czeczenom pozostaje więc czekać i mieć nadzieję.
Źródła: