Mirosław Kuleba (ur. 1958 r.) – prozaik, reportażysta, niezależny dziennikarz. Był korespondentem wojennym w czasie konfliktów zbrojnych w: Jugosławii (1993), Abchazji (1992,1993), Osetii Południowej i Czeczenii (1994-1996). W czasie wojny w Czeczenii spędził wśród bojowników Dudajewa osiem miesięcy. Był świadkiem bitwy o Grozny w 1995 r., rajdu brygady Salmana Radujewa do Kizlaru i późniejszej bitwy o Pierwomajskoje, walk na górskim froncie pod Szatojem i operacji ,,Dżihad”. W czasie drugiej wojny rosyjsko-czeczeńskiej w 1999 r. był korespondentem ,,Rzeczpospolitej” i ,,Dziennika Polskiego”. Jest autorem kilkuset publikacji w prasie krajowej, głównie reportaży, również telewizyjnych oraz książek Moskwa koczowników (1994), Odsłony wojny (1995), Niezłomna Czeczenia (1997, tłum. na czeczeński), Imperium na kolanach (1998), Czeczeński specnaz, Taktyka działań specjalnych (2001), Miecz Proroka (2002), Łowiectwo zielonogórskie (2003, współautor), Ampelografia Zielonej Góry (2005).
Jako jedyny Polak otrzymał najwyższe państwowe odznaczenie Czeczeńskiej Republiki Iczkeria – Order Quoman Turpał (Bohater Narodu).
Zapraszam do lektury wykładu pt. ,,Szamil Basajew. Rycerski etos, a powinność żołnierska” wygłoszonego przez Mirosława Kulebę na powyższej konferencji.
Zaproszenie na waszą konferencję przyjąłem z pewnymi oporami i dałem temu wyraz, ponieważ nie uważam, by moja praca dziennikarska i droga, którą przeszedłem jako dziennikarz, nadawała się dla was jako wzór do naśladowania - kilku powodów. Jednym z nich jest często powtarzany zarzut, że w swojej pracy, w swoim pisarstwie byłem nieobiektywny, że opowiedziałem się jednoznacznie po jednej ze stron konfliktu, co jest naruszeniem standardów obowiązujących w świecie dziennikarskim. Otóż muszę wam powiedzieć, że dopóki nie trafiłem do Czeczenii byłem na kilku innych wojnach: na Bałkanach, oglądałem z bliska wojnę w Abchazji i nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógłbym opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktów, i tak było dopóki nie trafiłem do Czeczenii. Ten wymóg zachowania bezstronności i obiektywności w tym przypadku okazał się bardzo trudny. Wręcz uważam, że w moim przypadku niemożliwy do utrzymania i myślę, że przed takim samym dylematem stanąłby człowiek, który np. chciałby opisać funkcjonowanie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu w taki sposób, który uwzględniałby rację obu stron. Tej przetrzymywanej za drutami i tej, która zbrodni się dopuszcza. Czy w ogóle obiektywizm jest tutaj możliwy? Czy można wyważyć rację obu stron, czy też jest to sytuacja oczywista, która wymaga mówienia wprost? Ja uznałem, że wojna w Czeczenii jest sprawą oczywistą, że Czeczeńcy toczą bój w obronie niepodległości, która należy się każdemu narodowi, zdolnemu ją wywalczyć i trudno tej racji nie podzielać. Stąd efekt tego, tej pracy dziennikarskiej jest taki, jaki możecie w moich książkach odnaleźć. Wydaje mi się, że nawet takie podejście do tematu nie przekreśla podstawowej zasady, która powinna obowiązywać dziennikarza tj. pisania prawdy. Ja starałem się przestrzegać tej zasady. Być może te drastyczne opisy, które pojawiają się w moich książkach nasuwają podejrzenia, że są one tam umieszczone w jakichś celach propagandowych, ale ja uważałem, że trzeba pisać o tym, co się widzi, o czym się dziennikarz dowiaduje. Na ogół starałem się, jeśli informacja była niewiarygodna czy mniej wiarygodna, zbadać źródło. Bywało, że po prostu ją pomijałem. Jeśli chodzi o drastyczność tych scen, to pisałem je jako początkujący dziennikarz, od tego czasu przeszedłem swoją drogę i być może dzisiaj już nie sięgnąłbym już do tych obrazów. Jest to wynik rzeczywiście sporego doświadczenia nabytego podczas kolejnych konfliktów wojennych i wyciągania z nich wniosków, które służyłyby czemuś dobremu i co już z bezpośredniej pracy dziennikarskiej może nie wynika. Moje wczesne pisarstwo epatujące obrazami pełnymi grozy wynikało może z tego, że sam przeżywałem wstrząs, gdy z takimi obrazami się spotykałem. Chciałem temu dać wyraz. Po kilku wojnach te obrazy powszechniały, a poza tym zacząłem dostrzegać istotę pracy dziennikarza w czymś innym niż tylko relacja z pola bitwy. Dziennikarz wydaje mi się ma do spełnienia misję, nie tylko polegającą na tym żeby informować, ale także, aby kształtować świat, w którym żyje. Dzisiaj być może pisałbym inaczej, ale wycofałem się z życia dziennikarskiego, na skutek wydarzeń, które zaszły w moim życiu.
Na tym Pan Mirosław Kuleba zakończył swój wykład i poprosił o pytania od publiczności zgromadzonej na auli.
Pytanie od www.czeczenia.com.pl (Maciej):
W swojej ostatniej książce pisze Pan, że Szamil Basajew po ataku na Dubrowkę przyznał, że niejako jego oddział został skradziony przez rosyjskiego agenta Chanpasza Terkibajewa. Założenie było takie, że Basajew chciał przeprowadzić atak na budynki Dumy i Rady Federacji. Czy w związku z tym istnieje przypuszczenie i czy można świadomie powiedzieć, że cały atak na Dubrowkę został zorganizowany od samego początku do końca przez Federacyjną Służbę Bezpieczeństwa, aby wzniecić dalszy konflikt w Czeczenii i tym samym obarczyć Basajewa winą za wszelki zło, które czyni w podtrzymywaniu tej wojny?
Na drodze życiowej Szamila Basajewa są trzy takie momenty drastyczne, mianowicie Budionowsk, Dubrowka i Biesłan, które uzasadniają jakby zaliczenie tego człowieka do tzw. terrorystów. Jeśli chodzi o pierwszy z przypadków, czyli o Budionowsk, to dysponuję w pełni, moim zdaniem, wiarygodnymi relacjami, że zajęcie szpitala w Budionowsku nie było zaplanowane. Z sytuacji, która rozwinęła się w trakcie walk w mieście, czeczeński oddział miał kilkunastu rannych, których trzeba było natychmiast operować, uratować im życie. Nie można było tych ludzi zostawić w szpitalu na pastwę losu, tylko trzeba było z nimi tam pozostać. Jeśli chodzi o Dubrowkę, to z rozmów przeprowadzonych z uchodźcami, którzy przyjeżdżają do Polski i ich informacjami, którymi dysponują wynika, że również nie była to akcja zaplanowana. Do Terkibajewa dotarła Anna Politowska. Ja umieściłem w książce właściwie to, czego dowiedziałem się dzięki jej pracy. Jeśli chodzi natomiast o Biesłan, jest to rzeczywiście tragedia niewyobrażalna. Wydaje mi się, że Szamil, który przyznał się do zorganizowania tej akcji nie przewidział jednego, że Rosjanie będą tę szkołę atakować. Po prostu to się nie mieściło w głowie, ponieważ dla Czeczeńców dziecko to jest świętość, to jest mały anioł jak oni sami mówią, osoba obdarzona najdalej idącym immunitetem.
Samo podjęcie tej akcji w szkole: W swojej ostatniej książce starałem się jak najwięcej napisać o Szamilu Basajewie, która dla mnie będzie pożegnaniem z tematyką czeczeńską ponieważ ja już nie mam możliwości pracy w tym rejonie, ale starałem się przynajmniej zrozumieć jak do tego mogło dojść i może nie usprawiedliwić, ale właśnie zrozumieć kalkulacje Basajewa. Znalazłem bardzo interesującą książkę Józefa Marii Bocheńskiego ,,Patriotyzm, męstwo i prawość żołnierska”. Bocheński rozpatruje zagadnienia związane z etyką żołnierską na gruncie etyki katolickiej i wydaje mi się, że daje prostą odpowiedź czy Szamil miał prawo podjąć taka akcję. Bocheński pisze tak: ,,co do umów, upadają one oczywiście w wypadku, gdy nieprzyjaciel łamie je pierwszy, tak na przykład, gdy nieprzyjaciel atakuje za pomocą niedozwolonych środków, użycie ich będzie dopuszczalne, o ile jest konieczne.” Oglądając z bliska walki o Grozny widziałem, jakich metod używają Rosjanie. Zniszczyli wszystkie szkoły, wszystkie szpitale. Rosjanie zrzucali bomby kasetowe na bazary wypełnione tłumem. Gdyby Czeczeńcy chcieli dotrzymywać umów skazywaliby się po prostu na to, że ich walka, której celem jest zwycięstwo, będzie nieracjonalna. Strona zaatakowana, tak twierdzi Bocheński, ma prawo używać takich samych środków. Użycie gazów bojowych jest niedozwolone, ale jest konieczne, jeżeli nieprzyjaciel ich używa. Być może nie każdy człowiek zdecydowałby się na coś takiego, co zrobił Szamil Basajew, do tego wymagane jest wydaje mi się wielkie męstwo, żeby taką odpowiedzialność na siebie przyjąć. A jeżeli chodzi o rolę Rosji w tym wszystkim, no to jesteśmy skazani tylko na domniemania. Bezpośrednich dowodów nie ma. Jeśli chodzi o bardzo głośną sprawę wysadzania domów mieszkalnych w Moskwie to przy kolejnej próbie takiej akcji, która nastąpiła w Rostowie, mieszkańcy pojmali ludzi, którzy to przygotowali. Okazali się nimi funkcjonariusze służb specjalnych Rosji i proszę zwrócić uwagę, że proces ludzi oskarżonych o spowodowanie tych eksplozji odbywał się w absolutnej tajemnicy, a skądinąd wiadomo, że ludzie zwerbowani do tej akcji byli współpracownikami służb specjalnych. Ja otrzymałem relację ze źródła moim zdaniem wiarygodnego, bliskiego administracji prezydenta Czeczenii, od człowieka, który uczestniczył w przesłuchaniach rosyjskich oficerów GRU, z których jeden przyznał, że był współorganizatorem eksplozji w Moskwie. Biała księga zawierająca protokoły z tych przesłuchań miała zostać opublikowana w Turcji, ale do dzisiaj to nie nastąpiło. Także odpowiadając na pana pytania, mogę żywić podejrzenia, że tak właśnie było jak pan mówi.
Pytanie od publiczności: dlaczego według Pana Czeczenia jest tematem tabu w mediach zachodnich?
Czeczenia jest tematem tabu ze względu na interesy geopolityczne. Kiedy Amerykanie usadowili się w Gruzji, wydawało się – Czeczeńcy mieli taka nadzieję – że sprawy potoczą się w dobrym kierunku, że może otrzymają Stingery. Okazało się, że Amerykanie zablokowali dostęp, jedyny dostęp, z którego korzystali wszyscy, przez grzbiet Kaukazu i w tej chwili dotarcie do Czeczenii jest moim zdaniem, niesłychanie, szalenie trudne. Oczywiście tą drogą, która powinna interesować każdego, niezależnego dziennikarza. Można oczywiście dostać się do Czeczenii drogą nieoficjalną.
Pytanie od publiczności: czy Pana zdaniem Czeczenia będzie prowadziła dalej walkę z Rosją o niepodległość?
Na ile poznałem ten naród Czeczeńcy z obecną sytuacją nigdy się nie pogodzą. Rosjanom udało się jedno, wywołali w Czeczenii wojną domową. W tej chwili Czeczeńcy walczą między sobą. Tego nie było wcześniej. Kiedy Rosja zaatakowała Czeczenię w 1994 r. usadowiła tam swoją administrację, której szefem był Zawgajew i oni utworzyli jakieś takie szczątkowe siły zbrojne, ale w praktyce była to formacja niezdolna do jakichkolwiek działań i nagminnie ci żołnierze współpracowali z bojownikami. Dziś sytuacja się zmieniła. Kadyrow z powodów osobistych, ze względu na śmierć swojego ojca, po prostu kierując się żądzą odwetu, rzeczywiście całkowicie realizuje taki scenariusz, jaki Rosja tam zaplanowała. Myślę, że to będzie tak się tliło bez końca.
Jeśli chodzi o stosunek Czeczeńców do mnie, to chcę państwu powiedzieć, że wszędzie na świecie ludzie są normalni. Dotyczy to w szczególności świata islamu. Ja bardzo się niepokoję demonizowaniem islamu i ukazywaniem fundamentalizmu, niektórych takich nurtów w islamie jako zjawiska powszechnego. Jest to nieprawda. Islam w swojej masie jest to przecież olbrzymia część ludzkości. Są to ludzi bardzo bogobojni, przyjaźni, gościnni. Tak samo Rosja jako naród nie jest zbiorowiskiem ludzi, którzy chcą mordować Czeczeńców, jak Amerykanie nie chcą masakrować Irakijczyków. To samo dzieje się w świecie Islamu. Odnoszono się do mnie w wielką przyjaźnią, szacunkiem. Jedyny przejaw jakieś takiej agresji, jaka mnie spotkała to ze strony arabów, którzy w tych oddziałach się znajdowali, którzy próbowali mnie indoktrynować. Natomiast Czeczeńcy, którzy są sunnitami, jest to naród bardzo pokojowy i życzliwie nastawiony, pod warunkiem, że ma do czynienia z przyjacielem, a nie w wrogiem.
Z uwagi na napięty program konferencji i kolejnych ,,referentów”, nie można było zadać Panu Mirosławowi Kulebie więcej pytań. A szkoda, bo możliwość wysłuchania eksperta tak wysokiej klasy zdarza się raz na milion…
Cała redakcja www.czecznia.com.pl składa najserdeczniejsze podziękowania dla Pana Mirosława Kuleby za jego dotychczasową twórczość literacką i przeogromny wkład w konsekwentnym ukazywaniu prawdziwego oblicza narodu czeczeńskiego.