Inną sprawą pozostaje odzew strony rosyjskiej, a w zasadzie jego brak, na ogólnoświatowe apele o zaprzestanie przemocy na Kaukazie. Historia pokazała, że władze Kremla niewiele liczą się ze zdaniem wybitnych osobistości, stosując wobec nieposłusznej republiki własne metody.
Wiele organizacji o światowym zasięgu, których działalność oparta jest na badaniu i monitorowaniu przestrzegania praw człowieka, z najbardziej znaną Amnesty International na czele, niejednokrotnie uczulały międzynarodową opinię na sprawy Kaukazu. Wiele też poczyniono ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przykładowo „w sierpniu 2000 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła Rezolucję nr 1261 o dzieciach i konfliktach zbrojnych, podczas gdy w następnym roku przyjęła Rezolucję nr 1265 o ochronie cywilów w trakcie konfliktów zbrojnych”.
Istotnym czynnikiem, który przyczynił się do zatwierdzenia owych rezolucji, była właśnie dramatyczna sytuacja Czeczenii. Zdecydowanie opowiedziano się w niej przeciwko obieraniu za cel ataków cywilów podczas walk, a także pełnego, nie utrudnionego przez nikogo dostępu do ofiar zmagań wojennych.
Ponadto Amnesty International poczyniła dalsze kroki w tej sprawie, wydając rekomendację dla ONZ oraz społeczności międzynarodowej. Wskazówki organizacji dotyczą m. in. zakazu bombardowania obiektów chronionych prawem międzynarodowym, ponaglenia rządu Federacji Rosyjskiej do przyznania pełnego dostępu do osób wewnętrznie przesiedlonych, respektowania działań agencji humanitarnych czy ochrony cywilów.
Z przykrością trzeba stwierdzić, że w swych działaniach Amnesty International wydaje się być osamotniona. Liczne apele znanych osobistości, konferencje czy zebrania na temat krwawego kaukaskiego konfliktu, są zauważalne tylko na chwilę, w momencie gdy się pojawiają. Świat zapomina o nich bardzo szybko, pozostawiając tę sprawę w gestii rosyjskiej.
Bezsilnością wykazują się Rada Europy i OBWE, „które choć grożą nawet powołaniem trybunału do spraw w Czeczenii, jeśli Rosja nie uczyni tego sama, to wciąż jednak nie są gotowe na zdecydowane posunięcie …”Daremne wydają się też być, choć godne pochwalenia, postanowienia konferencji, które co jakiś czas zostają „na chwilę” nagłaśniane.
Dnia 21 stycznia 2005 roku podjęto Uchwałę Międzynarodowego Komitetu na temat Czeczenii. W szeroko komentowanym dokumencie, wszyscy uczestnicy konferencji, jednogłośnie potępili Rosję „za kontynuowanie w Czeczenii konfliktu zbrojnego, który doprowadził do zagłady niemal jednej trzeciej obywateli i uniemożliwił całej ludności cywilnej godne życie.”
Jednocześnie sygnatariusze powyższej uchwały wyrazili swoje rozczarowanie biernością rządów światowych, przywódców europejskich i całej globalnej społeczności wobec zła wymierzonego w cywilną ludność czeczeńską. Jako że zebranie to miało miejsce już po atakach z Biesłanu i Dubrowki, potępili oni wszelkie tego typu działania, uznając, że „ataków terrorystycznych nie uzasadnia żaden cel polityczny bądź jakikolwiek inny”.
Nie na rękę Rosjanom są licznie odbywające się pod oknami ich ambasad demonstracje. Mimo iż ich znaczenie jest stosunkowo niewielkie, jednak pozwalają uzmysłowić fakt, że istnieje rzesza ludzi, którym sytuacja na Kaukazie nie jest obojętna. Przy każdej nadającej się do tego okazji, jak dzień śmierci prezydenta, czy rocznica głośnego pogromu ludności, zwolennicy sprawy czeczeńskiej organizują się w grupki, wykrzykując niepochlebne hasła pod adresem władz rosyjskich.
Wybory, czy to prezydenckie, czy parlamentarne, które w ostatnim czasie odbywały się na ziemiach czeczeńskich stanowią dowód, jak niedemokratyczny był ich przebieg. Bez zachowania reguł, bez udziału obiektywnych obserwatorów, prowadzone pod rosyjskim dyktandem, okazały się farsą demokracji.
Przeprowadzone w sierpniu 2004 roku wybory prezydenckie, w których zwyciężył prorosyjski Ału Ałchanow, przeprowadzono w taki sposób, iż nawet rosyjska prasa przyznała „ że tak bezczelnie sfałszowanych wyborów w Rosji po upadku ZSRR jeszcze nie było”. Władze na Kremlu utrzymywały, że głosowanie przebiegało bez zastrzeżeń, a obserwatorzy nie zgłaszali żadnych uwag co do przebiegu wyborów. Ale fakt, że w składzie obserwatorów byli tylko członkowie Ligi Państw Arabskich oraz państw byłego ZSRR tłumaczy takie komentarze. Działacze OBWE zwyczajnie nie otrzymali zgody na monitorowanie tego wydarzenia.
Jeszcze przed wyborami Moskwa robiła wszystko, ażeby usunąć od walki o władze innych ubiegających się o prezydenturę. Wybory zostały poprzedzone jednostronną kampanią, której nadrzędnym celem była eliminacja niewygodnych Rosji kandydatów. Takie postępowanie zwróciło uwagę wielu międzynarodowych instytucji i autorytetów.
Znacznie większą krytykę zebrały wybory do parlamentu czeczeńskiego z listopada 2005 roku. Tuż przed głosowaniem organizacje praw człowieka ostrzegały, „że z powodu aktów przemocy do jakich dochodzi w Czeczenii, nie można liczyć na wolne i uczciwe wybory”. Kampania wyborcza przebiegała pod wyraźne dyktando Ramzana Kadyrowa, faktycznego zarządcy Czeczenii, który „uzależniał dopuszczenie poszczególnych partii do udziału w wyborach od umieszczenia przez nie na swoich listach jego ludzi”.
I w tym przypadku świadkami poprawności przebiegu głosowania byli m. in. członkowie Zgromadzenia Federalnego Rosji czy Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Dziwnym posunięciem była odmowa OBWE wysłania swoich przedstawicieli do obserwacji przebiegu wyborów, która tłumaczyła tę decyzję nieangażowaniem się w sprawy regionalne, za jakie uznała to wydarzenie. Nieoficjalne przyznano, że członkowie OBWEod początku wątpili w demokratyczny przebieg głosowania.
Podobnie Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (wiele razy jednak podkreślając, jak wielkim wkładem w budowanie demokracji byłyby sprawnie przeprowadzone, wolne wybory) nie przyjęła zaproszenia czeczeńskich władz. Jak widać, zachowanie organizacji międzynarodowych nie zawsze idzie w zgodzie z założeniami ich działalności.
Co do poczynań Rady Europy w gestii czeczeńskiej, krytyka tej organizacji stała się zjawiskiem nagminnym. Wydaje się, że fakt, iż w skład tego międzynarodowego gremium wchodzi Rosja, stanowi przeszkodę w formułowaniu krytyki jej posunięć na Kaukazie.
„Niemal każdy przemawiający europarlamentarzysta wypowiadający się na temat "problemu czeczeńskiego" zaczyna swoją przemowę od rytualnego potępienia "nieludzkiego zamachu w Biesłanie" i złożenia kondolencji Rosji”. Nikt jednak nie ma tyle odwagi, aby przy tej okazji wspomnieć o ćwierci miliona czeczeńskich cywilów, poczynając od czasów świetności Józefa Stalina, kończąc na sytuacji obecnej.
Nie można wprawdzie odmówić Radzie Europy zainteresowania kwestią czeczeńską, wyrażającej się w podejmowanych rezolucjach i organizowanych konferencjach.
Ostra w swej wymowie była niewątpliwie rezolucja Zgromadzenia RE dotycząca przestrzegania praw człowieka w Republice Czeczenii, w której stwierdzono, że „zarówno podczas referendum konstytucyjnego z marca 2003 roku, jak i w trakcie wyborów prezydenckich z sierpnia tego roku miały miejsce naruszenia wolności wypowiedzi oraz prawa do wolnych wyborów”.
Jednak mimo tego typu dyplomatycznych działań, sytuacja wciąż tkwi w martwym punkcie. Rosja ignoruje krytykę swej polityki i ignoruje uchwalanych dokumenty, organizacje międzynarodowe natomiast w zdecydowanej większości, ograniczają się do sprzeciwu wyrażonego „na papierze”, niźli konkretnych działań.
Warta przytoczenia jest wypowiedź żony byłego prezydenta Francji, Bernadette Chirac, zapytanej czy podczas wizyty w Moskwie rozmawiała z żoną Putina o Czeczenii. „Ten problem bardzo leży mi na sercu, ale nie przyszło mi na myśl, żeby go poruszyć w rozmowie…” – To doskonała pointa biernej postawy większości światowych elit wobec problemu górskiej republiki.