Anna Stiepanowna Politkowska, ros.: Анна Степановна Политковская, (ur. 30 sierpnia 1958 r. w Nowym Jorku, zm. 7 października 2006 r. w Moskwie) była jedną z bardziej niezależnych i znanych dziennikarek rosyjskich ostatniej dekady. Jej odwaga, upór i dążenie do prawdy sprawiały, że miała równie wielu przyjaciół, co wrogów. Była człowiekiem wielkiej uczciwości i odpowiedzialności za czas i miejsce, w którym przyszło jej żyć i pracować. Można nazwać ją sumieniem współczesnej Rosji.
Określała sobie jako ,,dziedziczną antyrasistkę” – jej ojciec Stiepan Mazepa był dyplomatą. Od początku kariery, aż do emerytury przepracował w Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Ciągle w tym samym miejscu – Komitecie do Walki z Rasizmem. Urodziła się w Nowym Jorku. Jako osoba urodzona w Stanach Zjednoczonych, była uprawniona do posiadania obywatelstwa amerykańskiego, które przyjęła na początku lat 90-tych (miała podwójne – rosyjskie i amerykańskie obywatelstwo). Do Moskwy pierwszy raz przyjechała kiedy nadszedł czas pójścia do szkoły. Rodzicom Anny bardzo zależało na tym, aby otrzymała ,,solidne radzieckie wykształcenie”. Wychowywała ją babcia, trudy życia w ZSRR rekompensowali po części rodzice, przysyłając z Ameryki ubrania i zabawki. Kiedy znosiły się amerykańskie ubrania, rodzice nie przysłali nowych. Kazali kupić takie same, jakie nosiły jej moskiewskie koleżanki. Tłumaczyli, że nie wolno się wywyższać, ,,obrażać innych swoim dostatkiem”. Politkowska w 1980 r. ukończyła dziennikarstwo na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym. Po ukończeniu studiów rozpoczęła pracę w gazecie Izwiestia. Wcześniej pisywała do Megrapolis Express i kierowała również działem dotyczącym tzw. sytuacji wyjątkowych Obszczej Gaziety. Anna Politkowska była symbolem niezależnego dziennikarstwa w Rosji. Świat usłyszał o niej, gdy po wybuchu drugiej wojny rosyjsko-czeczeńskiej w Nowej Gaziecie zaczęły się ukazywać jej reportaże pokazujące okrucieństwa konfliktu. Mówiono, że gdyby nie Politkowska i jej cotygodniowe, nieco toporne, ale dobrze udokumentowane artykuły, Rosjanie uwierzyliby, że konfliktu na Kaukazie ogóle nie ma. Pisała o masowych aresztowaniach, o zaczystkach czyli najazdach Rosjan na czeczeńskie wsie i o rodzinach desperacko szukających bliskich. Andriej Lipski, zastępca redaktora naczelnego Nowej Gaziety nazwał pracę Politkowskiej w tej redakcji poszukiwaniem sprawiedliwości . I nie chodziło mu tylko o Czeczenię czy Północny Kaukaz. Cała swoją działalność przekształciła w styl życia. Nie miała łatwego charakteru, była bardzo emocjonalna, uparta, zawsze stawiała na swoim. Czasami wybuchała, ale potrafiła przyznać się do błędu. Miała poczucie misji, swoją pracę traktowała właśnie w takich kategoriach. Każdy kto ją poznał, od razu dostrzegał, że dziennikarstwo nie było dla niej tylko zajęciem zarobkowym, ale moralnym obowiązkiem. A zajmowała się takimi sprawami, których nie można robić bez wewnętrznego przekonania, że tak właśnie trzeba. Była dziennikarką absolutną. Poświęciła nie tylko część swojego życia, zdrowia, ale wręcz duszy tym wszystkim ludziom, którzy zwracali się do niej z prośbami o pomoc. Oni nie przychodzili do niej jak do dziennikarza, ale właśnie jak do kogoś, kto niesie pomoc. Krystyna Kurczab-Redlich, polska dziennikarka, autorka filmów o Czeczenii podkreśla, że Politkowska umiała ukazać światu okrucieństwo armii rosyjskiej i prowadziła drobiazgowe śledztwa, wyjawiając sprawców zbrodni . Nie kibicowała niepodległej Czeczenii i nie sympatyzowała z partyzantką. Była Rosjanką. Bolał ją cynizm własnej władzy, bezprawie własnej armii i obojętność własnego narodu. Nie była ani wylewna, ani serdeczna. Anna Politkowska mówiła o sobie ,,jestem dziennikarką i specjalnym korespondentem Nowej Gaziety”. Fakt ten miał być jedynym powodem, dla którego udała się do Czeczenii. Wysłano ją, aby o niej pisała. Nie dlatego, że była korespondentem wojennym i dobrze znała tę profesję. Przeciwnie – dlatego, że była wyłącznie cywilem. Pomysł redaktora naczelnego był prosty – nikt tak dobrze jak cywil nie dotrze w głąb duszy innego cywila i nie zrozumie jego przeżyć – przeżyć mieszkańców czeczeńskich wsi i miast, którym na głowy runęła wojna. Od lipca 1999 r., od momentu tak zwanego rajdu Szamila Basajewa na Dagestan, który spowodował fale uciekinierów z górskich wiosek i całą drugą wojnę czeczeńską, jeździła do Czeczenii co miesiąc. Przewędrowała całą Czeczenię wszerz i wzdłuż, widząc mnóstwo nieszczęść. Wojna pochłonęła ją całkowicie. W swoich reportażach zawsze podkreślała wielkie okrucieństwo tej ,,średniowiecznej wojny” jak sama ją nazywała. ,,Średniowiecznej” pomimo tego, że zaczęła się na styku XX i XXI w. w Europie. Dzięki jej publikacjom miało się wrażenie, że ta wojna dzieje się koło nas i my będziemy za nią odpowiadać. A gdy przyjdzie do rozliczeń winnych, nie będzie można w kilku prostych słowach powiedzieć: nie wiedziałem, nie byłem, nie uczestniczyłem… Politkowska robiła to za nas, aby ukazać nam, że niecałe sześćdziesiąt lat po najbardziej okrutnej wojnie w historii świata, jest jeszcze jedno takie miejsce na ziemi, gdzie praktycznie na oczach świata, dokonuje się eksterminacji narodu. Politkowska zawsze powtarzała, że świat musi się o tej wojnie dowiedzieć. Wiedza ta miała uchronić człowieka przed cynizmem i kremlowską propagandą oraz przed rasizmem – tym bagnem, w które coraz szybciej stacza się rosyjskie społeczeństwo. Także przed pospiesznym wyrokowaniem o tym, kto jest kim na Kaukazie i czy w ogóle są tam jacyś ludzie, którzy zasługują na miano bohaterów. Dziennikarka wielokrotnie odbywała swoistą ,,drogę krzyżową” po największych miastach europejskich: Amsterdamie, Paryżu, Genewie, Bonn, Hamburgu gdzie opowiadała o sytuacji w Czeczenii, zawsze ze skutkiem zerowym. Uprzejme ,,zachodnie” oklaski były jedyna odpowiedzią na kolejne apele Politkowskiej o pamięć dla tych ludzi, którzy codziennie giną w Czeczenii. Podkreślała, że na naszych oczach dokonała się oczywista, chociaż trudna do uwierzenia, zdrada ogólnoludzkich wartości. Oto Deklaracja Praw Człowieka, która przetrwała niemało ponad pół stulecia, poległa na drugiej wojnie czeczeńskiej. Dusiła się na tych wszystkich ,,ospałych” europejskich posiedzeniach ,,oficjalnych obrońców praw człowieka” (Komisja Praw Człowieka ONZ). Spieszno było jej do rejonowych czeczeńskich miast, gdzie panowała krwawa stagnacja. Gdzie tam i z powrotem, z jednego krańca republiki na drugi pędzą ,,szwadrony śmierci”, oddziały specjalne wojsk Federacji Rosyjskiej, niezbyt wiadomo jakiemu resortowi podległe, których zadaniem jest ,,likwidacja wrogów Rosji” . Czyli wszystkich, którzy walczyli pod Dudajewem i Maschadowem, są im wierni albo z nieznanych powodów podpadli po prostu rosyjskim władzom. Politkowska do końca swojego życia była największym krytykiem urzędującego prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. W swojej książce ,,Rosja Putina” pisze: ,,Dlaczego tak bardzo nie znoszę Putina? Otóż właśnie dlatego. Nie znoszę go za tę jego rzeczowość gorszą od zbrodni; za jego cynizm, za rasizm, za kłamstwa, za gaz którego użył przy oblężeniu teatru na Dubrowce; za rzeź niewiniątek, która trwała przez całą jego pierwszą prezydencją kadencję.” . Politkowska od samego początku walczyła ze sztucznym wizerunkiem Putina, usilnie kreowanym przez podwładne mu media i dziennikarzy. Od chwili wkroczenia na publiczną arenę Putin sprzedawał swój wizerunek otwartego, oświeconego przywódcy, który gorąco pragnie związać się silną więzią z Zachodem. W ekspresowym tempie stał się przywódcą nowej Rosji, a to wyłącznie za sprawą zakrojonego na niesamowitą skalę przedsięwzięcia o nazwie ,,Projekt Putin”, którego jednym z twórców był Borys Bierezowski. Jego wyidealizowany obraz trzeźwego modernizatora, który uratuje zagubiony naród i przywróci mu dawną wielkość był jak gwiazdka z nieba dla rosyjskiego społeczeństwa, tęskniącego za rządami silnej ręki (nawet za cenę ograniczenia wolności i swobód obywatelskich), mających dość wstydzenia się za wiecznie pijanego Jelcyna. Społeczeństwo rosyjskie głęboko uwierzyło w legendę o narodowym zbawcy – Putinie. Szybko w kraju zaczął się szerzyć jego mit. Putina hołdowano niczym wielkiego cara wybawcę. Był wszystkim, wszędzie i na wszystkim. Na ten wizerunek dało się nabrać również wielu przywódców państw zachodnich oraz światowych mediów. W przeciwieństwie jednak do wielu dziennikarzy czy polityków europejskich i amerykańskich, Politkowska nigdy nie zaufała medialnemu wizerunkowi Putina. Patrząc z samego centrum toczących się wtedy rosyjskich spraw, podjęła się ona demontażu obrazu Putina jako człowieka i zarazem jak ,,marki handlowej” dowodząc, że jest on łasym na władzę produktem własnej historii i jako taki nie potrafi się powstrzymać przed tłamszeniem swobód obywatelskich na każdym kroku. Wielokrotnie dla udowodnienia swojej tezy Politkowska pisała o żelaznej kontroli, jaką sprawuje Putin nad życiem codziennym Rosjan, o mafijnych transakcjach, aferach o obwodach na rosyjskich prowinacjach, korupcji w wojsku i wymiarze sprawiedliwości, upadku rosyjskiej inteligencji, tragicznej, nieudolnej akcji odbicia zakładników uwięzionych w moskiewskim teatrze… . Sama poszła na wojnę. I gdyby nie ona, tej wojny by nie było. To znaczy toczyłaby się dalej, ale bez tekstów Politkowskiej świat nie dowiedziałby się o wielu krwawych pacyfikacjach wiosek czeczeńskich czy o torturowaniu jeńców przez rosyjskich żołnierzy. Kiedy wybuchła druga czeczeńska wojna, władze zabroniły dziennikarzom samodzielnie jeździć do ogarniętej walkami republiki. Anna, nie bacząc na zakazy, jeździła tam stale. Jak żaden inny reporter umiała dotrzeć wszędzie i do każdego. Przywoziła do swej Nowej Gaziety jeden po drugim wstrząsające reportaże. To dzięki niej świat dowiedział się o kapitanie wywiadu wojskowego GRU Eduardzie Ulmanie, który kazał swym podwładnym rozstrzelać, a potem spalić zwłoki sześciu niewinnych cywilów ze wsi Nochczi-Kiełoj. Ulman stanął przed sądem i został skazany. W reportażu Obóz koncentracyjny o nastawieniu komercyjnym opisała uprawiany przez oficerów stacjonującego w Chottuni 45. pułku wojsk MSW proceder handlu trupami zamęczonych w niewoli czeczeńskich jeńców, po którym to jeden z oficerów tej jednostki przysłał list do Nowej Gaziety, w którym napisał, że Politkowska zdradziła i szarga cześć munduru, więc ,,tak samo, jak bandyci czeczeńscy kwalifikuje się do likwidacji” . Zaraz potem oficerowie z Sachalina na Dalekim Wschodzie opublikowali w miejscowej gazecie list otwarty, oświadczając, że wydali wyrok śmierci na dziennikarkę. Politkowska co roku pisała około 30 reportaży z Kaukazu. Wszystkie wstrząsające, wszystkie demaskujące zbrodnie popełniane przez żołnierzy sił federalnych. Po każdym dostawała nowe pogróżki. Sześć lat temu załamała się. Uciekła do Wiednia. Tam napisała jedną ze swoich książek o wojnie na Kaukazie. Po kilku miesiącach wróciła jednak do Moskwy, do syna Ilii i córki Wiery. I do pracy. Dziennikarz może się dostać do Czeczenii, tylko jeśli zdobędzie specjalną akredytację w kremlowskim wydziale informacji o wojnie (reporterzy zagraniczni muszą wcześniej uzyskać akredytację w ministerstwie spraw zagranicznych). Z takim dokumentem może podróżować po republice tylko pod konwojem wojskowym. Petrę Prohazkovą, reporterkę czeskiej telewizji, która po Czeczenii wędrowała własnymi ścieżkami, MSZ zmusił do wyjazdu z Rosji. A Politkowska jako jedyny dziennikarz wciąż wędrowała po Czeczenii bez żadnych konwojów. I trafiała do tych miejsc, które rosyjscy dowódcy chcieliby ukryć. Niemal każdy jej tekst wywoływał lawinę oficjalnych protestów i oskarżeń. Kiedy terrorystyczne komando zajęło szkołę w Biesłanie, popędziła na Kaukaz. Nie dojechała, bo na lotnisku w Rostowie nad Donem, gdzie się przesiadała, ktoś podał jej zatrutą herbatę. Annę uważali za wroga nie tylko oficerowie rosyjscy, także wielu komendantów czeczeńskich. Politkowska nie kryła bowiem, że Szamil Basajew to dla niej ,,taki sam przestępca jak generałowie sił federalnych”. Często atakowali ją także uwieszeni kremlowskiej klamki dziennikarze. Michaił Leontiew, komentator pierwszego kanału telewizyjnego, przekonywał słuchaczy, że Politkowska ,,jest po prostu stuknięta”. Władze wytoczyły wojnę publikującej teksty Anny Nowej Gaziecie. Gnębiły redakcję wszelkimi kontrolami. Sądy już kilka razy pod różnymi pretekstami skazywały ją na zapłacenie kar znacznie przekraczających możliwości finansowe redakcji. I gdyby nie to, że współwłaścicielem gazety jest Michaił Gorbaczow, z którym muszą się liczyć nawet na Kremlu, pismo jak prawie wszystkie niezależne media w Rosji już dawno zostałoby zamknięte albo przejęte przez jakiegoś trzymającego z władzą bogacza. Politkowska otwarcie i bardzo ostro krytykowała Ramzana Kadyrowa, który z woli Moskwy rządzi dziś Czeczenią. Kadyrowa Politkowska rzadko nazywała inaczej, jak bandytą, zarzucając mu porwanie i torturowanie setek ludzi. Młody, zapalczywy premier Czeczenii reagował na te oskarżenia niepohamowanymi wybuchami wściekłości. Kiedy kilka miesięcy temu spotkał się z Politkowską, urządził jej ordynarną awanturę, rwał się do bicia, groził zgwałceniem. 7 października 2006 r. – sobota – Politkowska wracała z zakupów do swojego mieszkania przy ulicy Leśnej, sześć kilometrów od Kremla. Między godziną 16.35 a 17.10 zaparkowała Ładę, wyjęła zakupy i weszła na klatkę . Nie zdążyła wsiąść do windy. Morderca podszedł z lewej strony i strzelił dwa razy w głowę. Sąsiedzi nic nie słyszeli. Martwą Politkowską, pistolet oraz cztery łuski znalazła sąsiadka. Kamera firmy ochroniarskiej zarejestrowała wysokiego mężczyznę w ciemnym ubraniu i czapeczce bejsbolowej. Podobno jego twarz widać niewyraźnie. Wedle przecieków z prokuratury niezbyt martwił się o zacieranie śladów – nie miał maski ani rękawiczek. Świat zachodni zareagował na morderstwo dziennikarki z oburzeniem - głos zabrały organizacje i instytucje międzynarodowe (Unia Europejska, OBWE, Rada Europy), wypowiedział się na ten temat prezydent USA George W. Bush i amerykański Departament Stanu. Zachodnia prasa zapełniła się tekstami poświęconymi Politkowskiej i obarczającymi rosyjskie władze odpowiedzialnością za sytuację, panującą w mediach. Tymczasem w samej Rosji zabójstwo dziennikarki nie wywołało szerszych reakcji. Wielu polityków, pytanych przez dziennikarzy bezpośrednio po zdarzeniu, wygłosiło konwencjonalne wyrazy współczucia. Z kilkudniowym opóźnieniem zabrał w tej sprawie głos prezydent Putin. W wywiadzie dla niemieckiego dziennika Sueddeutsche Zeitung opublikowanego 10 października, w dniu rozpoczęcia wizyty prezydenta w Niemczech, Putin nazwał zabójstwo ,,wstrętną i okrutną zbrodnią” i zapowiedział wszczęcie śledztwa. Stwierdził jednak, iż ,,zabójstwo Politkowskiej przyniosło znacznie więcej szkody Rosji niż jej publikacje”, bowiem jej wpływy ,,były w kraju minimalne” . Śmierć Politkowskiej nie stała się też okazją dla rosyjskich środowisk demokratycznych do zajęcia jednolitego, zdecydowanego stanowiska, dotyczącego zarówno samego zabójstwa, jak i jego szerszego kontekstu (m.in. obrony demokracji i wolności słowa). Po jej śmierci pojawiło się wiele wersji dotyczących potencjalnych zleceniodawców morderstwa. Umownie można je podzielić na ,,czeczeńskie” i ,,wewnątrzrosyjskie”. Jedną z ,,wersji czeczeńskich” należących do najczęściej powtarzanych (m.in. przez redakcję Nowej Gaziety) jest ta, która obciąża odpowiedzialnością za zabójstwo dziennikarki premiera Czeczenii Ramzana Kadyrowa . Politkowska od lat badała i opisywała sytuację w Czeczenii, a głównym negatywnym bohaterem jej publikacji z ostatnich lat był Kadyrow, rządzący Czeczenią w sposób autorytarny. Wersję, w myśl której za zleceniem zabójstwa stoi właśnie Kadyrow, może potwierdzać fakt, iż Politkowska przygotowywała do publikacji materiał o torturach, jakich dopuszczały się oddziały podporządkowane Kadyrowowi. W mediach pojawiła się także inna ,,czeczeńska wersja” głosząca, że za zabójstwem mogli stać wrogowie Kadyrowa, którzy usiłowali obarczyć go odpowiedzialnością za śmierć znienawidzonej przez niego dziennikarki i w ten sposób osłabić jego pozycję i zmniejszyć jego szanse na objęcie urzędu prezydenta Czeczenii . W sprawie pojawia się też kilka ,,wersji wewnątrzrosyjskich”. Fakt, że zabójstwo Politkowskiej miało miejsce w dniu urodzin prezydenta Putina, wielu komentatorów uznaje za nieprzypadkowy. W myśl tej wersji, śmierć opozycyjnej dziennikarki była de facto próbą skompromitowania prezydenta, bowiem – zwłaszcza w opinii państw zachodnich – kładzie się cieniem na władzach Rosji. Osłabienie prezydenta mogło leżeć w interesie niektórych osób z jego otoczenia, równałoby się bowiem wzmocnieniu ich pozycji i wzrostowi ich wpływu na prezydenta. Kolejne wersje biorą pod uwagę m.in.: ślad ,,wojskowy” (Politkowska ujawniła kilka afer, związanych m.in. z falą w armii), ,,nacjonalistyczny” (w kręgach radykalnych ugrupowań prawicowych i faszyzujących Politkowska miała etykietkę ,,zdrajczyni Rosji”), a także ,,opozycyjny” (udział w zabójstwie takich postaci jak opozycyjny oligarcha Borys Bieriezowski, które miałyby w ten sposób dążyć do skompromitowania prezydenta Putina) . Międzynarodowy Instytut Prasy (IPI) z siedzibą w Wiedniu postanowił przyznać rosyjskiej dziennikarce Annie Politkowskiej, tytuł bohaterki wolności prasy światowej. Będzie zapisana na zaszczytnej liście pod numerem 51.
Źródła: Bielecki T., Kto kazał zamordować Annę Politkowską, ,,Gazeta Wyborcza”, 9 X 2006 r., nr 236.5243. Bielecki T., Zabili Politkowską, ,,Gazeta Wyborcza”, 9 X 2006 r., nr 236.5243. Kumoch J., Zginęła za krytykę wojny w Czeczenii, ,,Dziennik”, 9 X 2006 r., nr 146/2006 Politkowska A., Druga wojna czeczeńska, Kraków 2006. Politkowska A., Rosja Putina, Warszawa 2005. Radziwinowicz W., Zabili dziennikarkę, ,,Gazeta Wyborcza”, 9 X 2006 r., nr 236.5243. To była dziennikarka absolutna, ,,Dziennik”, 9 X 2006 r., nr 146/2006. Zabójstwo Anny Politkowskiej, OSW, Komentarze, 12 X 2006 r.
|