1 września 2004r., pierwszego dnia roku szkolnego, grupa trzydziestu trzech uzbrojonych mężczyzn i kobiet przyjechała pod szkołę w Biesłanie (Północna Osetia, Rosja) w skradzionej ciężarówce wojskowej Gaz-66 i zaatakowała Szkołę nr 1 w Biesłanie, do której uczęszczają głównie dzieci w wieku od siedmiu do osiemnastu lat. Większość atakujących nosiła kominiarki, zaś niektórzy z nich mieli na sobie pasy z materiałami wybuchowymi (tzw. pasy szahida). Była to grupa uzbrojonych napastników należących do sił czeczeńskiego dowódcy polowego Szamila Basajewa. Teren szkoły został otoczony przez wojska armii rosyjskiej i jednostki sił specjalnych. Prowadzono negocjacje z napastnikami, po dwóch dniach, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn, nastąpił szturm wojsk rosyjskich. Po wymianie ognia z milicją, podczas której pięciu z napastników zginęło, terroryści zdołali opanować budynek szkoły, biorąc około 1181 zakładników. W momencie ataku, w powstałym zamieszaniu, około pięćdziesięcioro z zakładników uciekło. Od początku istniały wątpliwości, ilu zakładników pozostało w środku. Rząd rosyjski twierdził, że jest ich tylko niewiele ponad 350, inne źródła podawały liczby nawet do 1500.
Z wnętrza budynku słychać było strzały, według niektórych mające na celu zastraszenie rosyjskich sił specjalnych. Później ustalono, że pierwszego dnia napastnicy zabili ok. dwudziestu dorosłych zakładników. Ich ciała zostały wyrzucone przez okno. Szkoła została wkrótce otoczona kordonem milicji, armii, Specnazu, jednostki specjalnej „Alfa” oraz OMON-u. Napastnicy wkrótce przemieścili zakładników na salę gimnastyczną i zaminowali budynek. Aby zapobiec dalszym próbom odbicia zakładników, zagrozili, że zabiją pięćdziesięciu z nich za każdego bojownika zabitego przez milicję oraz dwudziestu za każdego rannego. Rząd rosyjski zapowiedział, że na razie nie użyje siły do uwolnienia zakładników. Pierwszego i drugiego dnia kryzysu trwały negocjacje pod przewodnictwem Lwa Roszala, pediatry, który pomógł w negocjacjach podczas ataku na teatr na Dubrowce w 2002r. Na prośbę Rosji, wieczorem 1 września zwołana została narada Rady Bezpieczeństwa ONZ, której uczestnicy zażądali natychmiastowego i bezwarunkowego zwolnienia wszystkich zakładników. Prezydent USA George W. Bush zaoferował Rosji wsparcie w sprawie kryzysu w Biesłanie. Negocjacje między Roszalem a napastnikami nie odniosły skutku. Napastnicy nie pozwolili na przyniesienie wody, jedzenia i leków dla zakładników, tym bardziej nie zezwolili na wyniesienie ze szkoły ciał zabitych. 2 września dwadzieścia sześć kobiet i niemowląt zostało zwolnionych po negocjacjach z byłym prezydentem Inguszetii Rusłanem Auszewem. Po południu 3 września, napastnicy zgodzili się na usunięcie ciał z terenu szkoły przez ratowników. Kilka minut po tym, jak zespół mający usunąć ciała wkroczył do szkoły, napastnicy otworzyli ogień i nastąpiły dwie kolejne eksplozje. Dwóch z ratowników zginęło. Kilka minut później grupie około trzydziestu zakładników udało się uciec z terenu szkoły, ale zostali oni ostrzelani przez napastników. Niektórzy z uciekinierów zostali ranni. Jak ustalono pierwszy wybuch spowodowany został przypadkiem przez jednego z napastników. W rezultacie uzbrojeni cywile, wśród nich ojcowie zakładników, zaczęli strzelać. W tym momencie nie strzelali jeszcze ani napastnicy, ani rosyjskie siły specjalne. Ostrzał sprawił jednak, że napastnicy stwierdzili, iż rozpoczął się szturm na szkołę, mimo zapewnień negocjatorów, że tak nie jest. Napastnicy oświadczyli wtedy, że zaczną detonować bomby, co było przyczyną wydania rozkazu do szturmu. Z kolei, Szamil Basajew twierdził, że szturm był od początku zaplanowaną akcją sił rosyjskich. Według niego wybuchy spowodowali „ratownicy” z FSB, którzy według oficjalnych źródeł rosyjskich przybyli, aby zabrać ciała. Wyklucza on przypadkowy wybuch jednego z podłożonych przez jego ludzi ładunków. Wtedy właśnie siły specjalne rozpoczęły szturm na szkołę. Wywiązała się długotrwała strzelanina, podczas której komandosi z oddziałów specjalnych próbowali dostać się do szkoły i umożliwić zakładnikom ucieczkę. Oprócz sił specjalnych w szturmie użyto regularnej armii, oddziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wojskowych śmigłowców (w tym Mi-24 i Mi-8) i przynajmniej jednego czołgu. Do walki włączyło się również wielu miejscowych cywili. Bardzo prawdopodobne jest, że przynajmniej niektórzy z zabitych zginęli przypadkiem od strzałów własnych oddziałów.
Według Rosjan napastnicy zdetonowali kolejne ładunki wybuchowe, całkowicie niszcząc salę gimnastyczną i podpalając dużą część budynku, zaś według Basajewa zrobiły to oddziały rosyjskie. Siły specjalne robiły dziury w ścianach budynku, aby pomóc zakładnikom w ucieczce. Dwie godziny po rozpoczęciu szturmu rosyjskie siły specjalne oświadczyły, że opanowały szkołę. Do wieczora jednak trwały walki na jej terenie, bowiem trzech napastników skryło się w piwnicach szkoły z częścią zakładników. Ostatecznie, zarówno porywacze, jak i zakładnicy, zginęli. Podczas walk grupa napastników przedarła się przez wojskowy kordon i schroniła w okolicy. Kilku z nich schroniło się w dwupiętrowym budynku mieszkalnym obok sali gimnastycznej. Budynek został zniszczony przez czołgi i miotacze ognia. Siergiej Fridinski, zastępca prokuratora generalnego, oświadczył, że 31 z 32 porywaczy zostało zabitych, zaś jeden z nich został schwytany. Jeden z rannych napastników został zabity przez ojców zakładników podczas transportu do szpitala. Według oficjalnych danych zginęło przynajmniej 339 ludzi, w tym 156 dzieci, zaś 700 (głównie dzieci) jest rannych. Według niektórych europejskich dziennikarzy, ostateczna liczba ofiar może przekroczyć 400, jako że 176 ludzi uznano za zaginionych. Rząd rosyjski spotkał się z krytyką mieszkańców Biesłanu, którzy po kilku dniach od ataku wciąż nie wiedzieli, czy ich dzieci żyją, czy nie. Podczas operacji zginęło 11 żołnierzy oddziałów specjalnych „Alfa” i „Wympieł”, w tym dowódca „Alfy”, a 30 żołnierzy zostało rannych. Prezydent Rosji ogłosił dni 6 i 7 września żałobą narodową. 7 września ok. 150tys. ludzi uczestniczyło w demonstracji przeciwko terroryzmowi na Placu Czerwonym w Moskwie. Zagraniczne media stwierdziły jednak, że demonstracja ta nie miała charakteru spontanicznego protestu, a była zorganizowanym wiecem poparcia dla rządów Putina.
Odwołano też wcześniej zaplanowane spotkanie w Niemczech prezydenta Putina z niemieckim kanclerzem Gerhardem Schröderem. Wszystko to zapewne z obawy Putina, iż ze strony Niemców i kanclerza będzie krytykowany za reakcje rządu rosyjskiego na kryzys w Biesłanie. 17 września 2004 r. Szamil Basajew oświadczył, że to on zorganizował zamach. Wśród napastników było 12 Czeczenów, 2 Czeczenki, 9 Inguszy, 3 Rosjan, 2 Arabów, 2 Osetyjczyków, 1 Tatar, 1 Kabardyńczyk i 1 Guran. Część źródeł łączy z atakiem Magomieda Jewłojewa, inguskiego zastępcę Basajewa. Asłan Maschadow potępił atak i oświadczył, że jego siły nie brały w nim udziału. W związku z obecnością Arabów, rosyjski rząd podał, że komando było powiązane z Al-Kaidą. Niemieckie źródła wywiadowcze podały z kolei nieoficjalnie, że byli tam ludzie szkoleni przez Al-Kaidę w Afganistanie. Rosjanie nie zaprzeczyli tej wersji. Basajew zdecydowanie temu zaprzeczył. Oświadczył, że nie ma powiązań z Al-Kaidą, a jego celem jest jedynie Rosja. Rosjanie twierdzą również, że w organizacji ataku z Basajewem współpracował też Maschadow, który jednak zdecydowanie się od niego odcina. Zdaniem niektórych ekspertów nieudana próba uratowania życia zakładników miała ogromne skutki dla administracji Władymira Putina. Pomimo wcześniejszych obietnic pokojowego rozwiązania kryzysu, rosyjskie siły specjalne zostały zmuszone do rozwiązania siłowego, nie zabezpieczając jednak otoczenia (obecność tysięcy cywilów), nie blokując ucieczki części napastników i nie potrafiąc dostarczyć spójnego opisu wydarzeń mediom. Rosyjski rząd tłumaczył się, że napastnicy pierwsi otworzyli ogień, zmuszając siły bezpieczeństwa do działania, aby ratować zakładników.
Większość ekspertów zajmujących się antyterroryzmem ocenia działania rosyjskich służb jako nieprofesjonalne i źle zorganizowane, pomimo wystarczająco długiego czasu na przygotowania. Podkreśla się, że władze nie wyciągnęły wniosków z tragicznych wydarzeń w teatrze na Dubrowce. Dotyczy to zarówno operacji bojowej, jak i właściwej opieki medycznej dla uwolnionych zakładników. Z operacją w Biesłanie – podobnie jak wcześniej na Dubrowce - związana była natężona akcja dezinformacyjna. Informacje o ataku podano w mediach rosyjskich z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, od początku do końca zaniżano liczbę zakładników, a później ofiar. Media rosyjskie konsekwentnie twierdziły także, że napastnicy nie przedstawili żadnych żądań. Nie wyjaśniono również skąd w pełnej wojska i milicji republice pojawiły się samochody ciężarowe z bronią i uzbrojonymi napastnikami. Według wersji Basajewa rosyjskie służby specjalne wiedziały o planowanym ataku od wprowadzonego w otoczenie Basajewa agenta, który jednak przeszedł na stronę bojowników. Rosjanie spodziewali się, że atak nastąpi w Nazraniu, gdzie przygotowano zasadzkę. Atak w bliższym Biesłaniu był dla nich zaskoczeniem. Wersja ta została przedstawiona we wrześniu 2005 na łamach portalu Kavkaz Center. Dwójka reporterów znanych z krytyki rządu nie dotarła do Biesłanu. Andriej Babicki, dziennikarz z rosyjskiego oddziału Radia Wolna Europa został zatrzymany pod zarzutem konfliktu z ochroną na moskiewskim lotnisku Wnukowo i skazany na pięć dni aresztu. Anna Politkowskaja z dziennika „Nowaja Gazeta” zapadła w śpiączkę podczas lotu samolotem. Istnieją obawy, że oba te incydenty spowodowane zostały przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa w celu uniemożliwienia im dotarcia na miejsce ataku. Do ustąpienia ze stanowiska redaktora naczelnego gazety „Izwiestia” zmuszony został przez jej właścicieli Raf Szakirow. 4 września „Izwiestia” opublikowała zdjęcia rannych i zabitych zakładników oraz wyraziła wątpliwość w oficjalną wersję wydarzeń.
Putin po ataku w Biesłanie zapowiedział szereg reform. Według jego planu, gubernatorzy rosyjskich okręgów mieliby być wyznaczani przez prezydenta. System wyborów do Dumy również miałby zostać zmieniony. Ponadto przywrócona miałaby zostać kara śmierci i wzmocniony system bezpieczeństwa. Plany reform spotkały się z krytyką Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich. Wyraźnie więc widać, iż Putin próbował wykorzystać zamach w Biesłanie do wzmocnienia swojej osobistej władzy. Według niego Rosja padła ofiarą bezpośredniej interwencji międzynarodowego terroryzmu. To, z czym mieliśmy do czynienia w Biesłanie, nie miało na celu uderzyć w prezydenta, parlament, czy jakkolwiek wyrażane władze Rosji. To wyzwanie rzucone całej Rosji, całemu naszemu narodowi. To napaść na nasz kraj. Mamy do czynienia z bezpośrednią interwencją międzynarodowego terroryzmu - przeciwko Rosji. Putin powiedział także, że nie okaże słabości i nie ustąpi. Przejawiliśmy słabość, a słabych się bije (...) Terroryści uważają, że są od nas silniejsi, że mogą nas sparaliżować swoim okrucieństwem (...) Możemy stawić opór lub zgodzić się na ich żądania - pozwolić im zniszczyć Rosję i mieć nadzieję, że zostawią nas w spokoju (...) Jestem przekonany, że żadnego wyboru nie mamy.
źródła: |