Le Figaro: Kto zabił Aleksandra Litwinienkę?
Borys Bierezowski: Jestem pewien, że to Władimir Putin zlecił zabójstwo Litwinienki, Federalna Służba Bezpieczeństwa je zorganizowała, a zajął się tym Andriej Ługowoj. Dwa fakty pokazują, że to państwo rosyjskie maczało palce w tym morderstwie. Po pierwsze, użyta substancja: polon. Bez udziału państwa i tajnych służb nie można go wyprodukować, przetransportować ani użyć. Ta trucizna prowadzi prosto do Kremla. Po drugie, fakt, że państwo rosyjskie i Putin w ogóle zajmują się tą sprawą. Nie pozwalają Ługowojowi swobodnie rozmawiać z Anglikami prowadzącymi śledztwo, manipulują mediami oskarżając o udział w tej zbrodni inne osoby, na przykład mnie. Ponadto są zwolennikami szalonej tezy, jakoby to brytyjskie służby specjalne wystawiły na śmiertelne zagrożenie tysiące swoich obywateli po to, by zabić Litwinienkę.
Czy rozmawiał pan z Ługowojem po tym, gdy został postawiony w stan oskarżenia?
Borys Bierezowski: Kiedy Ługowoj dowiedział się, że Sasza Litwinienko na łożu śmierci wymienił jego nazwisko zadzwonił do mnie pytając czy uwierzyłem w to, że to on jest mordercą. Powiedziałem mu wtedy, że fakty nie przemawiają na jego korzyść: przeciw niemu świadczą ślady polonu, które zostawił w Europie. Chodzi o skażenie pozostawione w moim biurze w przeddzień zabójstwa Saszy, 31 października. Siedział w fotelu, na którym znaleziono potem 800 razy więcej tej substancji niż na fotelu, który zajął Litwinienko dzień po tym, gdy został otruty! Poza tym Ługowoj odmówił przybycia do Wielkiej Brytanii, by udzielić wyjaśnień. A byłem gotów dostarczyć mu najlepszych adwokatów.
Trwa postępowanie wobec pana w związku z malwersacją funduszy Aerofłotu, oskarżono pana o próbę zbrojnego zamachu stanu. Czy obawia się pan ekstradycji
Borys Bierezowski: Fakt, że jestem uchodźcą politycznym nie oznacza, że będę siedział cicho. Wzywam do pokojowej rewolucji, bo jeżeli nie położymy kresu autorytarnemu, scentralizowanemu i niewydolnemu reżimowi Putina to Rosja rozpadnie się, tak jak rozpadł się Związek Radziecki.
Dlaczego Zachód miałby chcieć destabilizować reżim Putina, swojego głównego dostawcy gazu?
Borys Bierezowski: Trzeba było siedmiu lat, by Wielka Brytania odpowiedziała sobie na pytanie: "Kim jest pan Putin?". Ale już wie, że ma do czynienia z rządem rosyjskim o charakterze przestępczym. (...) Europa potrzebuje stanowczych polityków, którzy pomogliby Rosji powrócić na drogę demokracji. (...)
Jaka jest różnica między oligarchią, do której pan należy, a obecną elitą rosyjską, o której mówi pan, że ma charakter przestępczy?
Borys Bierezowski: To zupełnie co innego! Próbowano badać moje interesy w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i we Francji, bo byłem uosobieniem kapitalistycznej oligarchii jelcynowskiej. Nic na mnie nie znaleziono. Staliśmy się bogaci ponieważ szybciej niż inni zrozumieliśmy, że zaczynają się nowe czasy. Tymczasem oligarchowie putinowscy, jak na przykład Timczenko, wschodząca gwiazda rosyjskiego rynku ropy, dorobili się w sposób nielegalny, kradnąc udziały w spółkach ich prawowitym właścicielom. Sam miałem 50 proc. udziałów w spółce Sibneft i 50 proc. w kanale telewizji ORT. Zostało to skonfiskowane. Oligarchowie Putina to kryminaliści, a oligarchowie Jelcyna – pionierzy rosyjskiego kapitalizmu.
A gdzie w tym wszystkim miejsce Romana Abramowicza, niegdyś pana wspólnika, który obecnie wspiera Putina?
Borys Bierezowski: Był wspólnikiem z zbrodniach Putina. Przyłożył rękę do konfiskaty moich dóbr. Odwiedził mnie we Francji prosząc, abym mu oddał za zupełnie śmieszną sumę akcje moich spółek w zamian za uwolnienie mojego przyjaciela Głuszkowa. Musiałem się zgodzić, ale mój przyjaciel nie wyszedł z więzienia. Nie widziałem go od tamtej pory.
Czy myśli pan, że prezydent Putin zrezygnuje z władzy?
Borys Bierezowski: Nie sądzę, by Putin chętnie oddał fotel prezydenta, przede wszystkim dlatego, że przywódca przestępczego reżimu wystawia się na olbrzymie zagrożenie w momencie odejścia od władzy. Putin wie, że może stanąć przed międzynarodowym trybunałem za Czeczenię i inne zbrodnie, chociażby sprawę Litwinienki. Cały jego kłopot w tym, aby przekonać Zachód, że były prezydent zachowa władzę.