Plotki, manipulacje, domysły... Czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy o śmierci rosyjskiej dziennikarki? Jej kolega z "Nowej Gazety" Sergiej Sokołow opowiedział o śledztwie w tej sprawie.ego dnia Anna nie miała najmniejszej szansy przeżyć. Od kilku tygodni zabójcy śledzili ją w dzień i w nocy. FSB podsłuchiwało jej rozmowy telefoniczne. Wiedzieli o niej wszystko: jakie ma zwyczaje, którędy porusza się po mieście, co i kiedy robi. W sobotę 7 października 2006 roku, około godziny 16 Anna zaparkowała samochód na ul. Leśnej 8 w Moskwie, gdzie mieszkała. Wracała ze sklepu, więc bagażnik by pełen. Wniosła część rzeczy do mieszkania, a potem zeszła, aby zabrać to, co pozostało. Na pierwszym piętrze otworzyła drzwi windy; jej zabójca już tam stał, uzbrojony w pistolet z tłumikiem. Profesjonalista wystrzelił kilkakrotnie: trzy razy w brzuch i dwa razy w głowę. Potem wyszedł z budynku, wsiadł do samochodu zaparkowanego obok samochodu Politkowskiej i odjechał. Była godzina 16:10. Znakomita rosyjska dziennikarka była martwa. Zdecydowana przeciwniczka reżymu Władimira Putina, nieugięcie walcząca o prawa człowieka, która uratowała tylu ludzi w Czeczenii, skończyłaby 48 lat.
Teraz, gdy szykujemy się do upamiętnienia pierwszej rocznicy jej śmierci, co wiemy o tej zbrodni, która wywołała oburzenie na całym świecie? Jak posuwa się śledztwo? Czy rzeczywiście zostało ono zamknięte, jak twierdzi Prokurator Generalny FR? Dlaczego od tylu tygodni Kreml robi wszystko, aby zaplątać ślady?
Sergiej Sokołow jest redaktorem naczelnym opozycyjnego wydawnictwa "Nowa Gazeta", gdzie Anna Politkowska pisała o Czeczenii i Kaukazie ostatnie siedem lat. Sokołow prowadzi własne śledztwo w sprawie zabójstwa i jednoczesnie śledzi oficjalne. Pracuje ramię w ramię ze śledczymi, prowadzącymi dochodzenie i całkowiecie im teraz ufa. "Znam wszystko, co znają oni, i na odwrót - mówi, i dodaje - Dlatego powiem wam sporo, ale nie wszystko."
- W połowie sierpniua aresztowano kilka osób, potem, na konferencji prasowej, Prokurator Generalny FR oznajmił, że dochodzenie doprowadzono do końca. Czy powiedział prawdę?
- Nie, dochodzenia nie zamknięto. Część osób, które znalazły się za kratkami, brała udział w spisku, jednak część z nich okazała się być niewinnymi i wypuszczono ich na wolność, podczas gdy główni winowajcy ukrywają się.
- Wśród nich także zabójca, tak?
- Nie mogę odpowiedziec na to pytanie. Powiem tylko, że zgodnie z rosyjskim prawem, dopóki sędziowie nie poznają tożsamości zabójcy, nie może być mowy o "przestępstwie na zlecenie". A jeśli nie ma przestępstwa na zalecenie, to nie ma i zleceniodawcy.
- Innymi słowy, uważa Pan, że ta konferencja prasowa i ciągłe pokazywanie w środkach masowego przekazu postępu dochodzenia było zorganizowane po to, aby zabójca i jego wspólnicy na wolności wiedzieli, że ślad prowadzi do nich i jak najszybciej opuścili kraj, a wtedy nie można będzie znaleźć zleceniodawcę zabójstwa Anny?
- Powiem tak: wysoko postawione osoby w państwie robią wszystko, aby lista podejrzanych była jak najdłuższa..
Manewry ostatnich tygodni są rezultatem kampanii dezinformacyjnej, rozpoczętej od razu po śmierci Anny - kampanii, dziwnie przypominającej operację służb specjalnych i mającej na celu odciągniecie uwagi od prawdziwych winowajców. W przeciągu kilku miesięcy śledczy i my, z "Nowej Gazety", natrafialiśmy na mnóstwo fałszywych śladów, wymyślonych przez oficerów FSB, milicję, byłych agentów itd. Otrzymaliśmy mnóstwo maili, gdzie radzono nam pójść tym czy innym tropem, i nigdy tym, który wydawał nam się najbardziej wiarygodny. Jednak nasza praca trwała nadal i doprowadziła do tego, że w sierpniu aresztowano 11 nowych podejrzanych. Wtedy zleceniodawcy się wystraszyli. Przystąpili do planu "B" w swojej kampanii manipulacyjnej.
- A konkretnie?
- Portret pamięciowy zabójcy, którego istnienie trzymano w tajemnicy przez 10 miesięcy, nagle "przypadkowo" został opublikowany w jednej z gazet, znanej ze swoich powiązań ze służbami wywiadu. Pojawiła się także charakterystyka samochodów, którymi posługiwał się zabójca i jego wspólnicy, samochodów tych do dziś nie znaleziono... I wreszcie, nazwisko jednego z podejrzanych, którego zamierzali aresztować śledczy, także zostało podane przez pewną gazetę, sympatyzującą ze służbami i w przeciągu kilku minut temu człowiekowi udało się ukryć.
- Wsród ludzi, aresztowanych w sierpniu, są oficerowie FSB, milicji, i czeczeńscy mafiozo. Czy to znaczy, że współpracowali?
- Zrozumiałe, to właśnie bardzo niepokoi Kreml: mafia ma swoich ludzi nawet w służbach specjalnych, które są przecież kluczowymi instytutami reżymu putinowskiego. Co nam wiadomo? Że zleceniodawca zabójstwa Anny związał się z klanem profesjonalnych killerów, którzy zwrócili się do służb.
- Wszystko jedno, do jakich?
- Nie, oczywiście, do tych, z którymi zazwyczaj pracują: do grupy oficerów i byłych oficerów, którzy w zamian za paczki z dolarami docierali do adresów ofiar, śledzili je, posługując się wszelkimi możliwymi środkami, jakie dało im do dyspozycji państwo. Proszę sobie wyobrazić, że współpraca między klanami zabójców a grupą skorumpowanych oficerów służb rozpoczęła się jeszcze za czasów ZSRR, ponad 50 lat temu! I dlatego odkrycie tych związków tak bardzo niepokoi, bo pozwala dotrzeć do innych przestępstw, nazwać imiona zabójców i ich współpracowników...
- Także zabójców amerykańskiego dziennikarza Paula Chlebnikowa, redaktora rosyjskiego "Forbes"?
- Bardzo mozliwe, że tak.
- Wróćmy do zleceniodawców likwidacji Anny. W maju tego roku jeden z dziennikarzy "Nowej Gazety" oznajmił, że są nimi dwaj wysoko postawieni działacze z prorosyjskiego rządu Czeczenii. Czy tak jest?
- Powiedzmy, że ten ślad wciąż pozostaje jednym z głównych. Ale nie jedynym. Niebawem przedstawimy nasze wnioski przed Zgromadzeniem Rady Europy, która, mam nadzieję, utworzy specjalną komisję śledczą. Niestety, nie moge powiedzieć nic więcej na ten temat.
- Rosyjskie władze, ze swojej strony, obwiniają w zabójstwie Anny miliardera Borysa Bierezowskiego, który otrzymał azyl w Londynie. Twierdzą, że organizując zabójstwo Anny, starał się on zdestabilizować sytuację w kraju i wywołać "pomarańczową rewolucję". Co Pan o tym sądzi?
- Pracowalismy nad wersją o Bierezowskim i nie wykluczamy jej całkowicie. Jednak pozostajemy przy zdaniu, że prawdziwy zleceniodawca zabójstwa znajduje się w Czeczenii.
- Uważa Pan, że Putin jest osobiście zamieszany w zabójstwo?
- Opowiem Wam anekdotę. 18 września jeden z naszych dziennikarzy pojechał do USA, aby otrzymać nagrodę w imieniu Anny. Wręczał ją George Bush. Po ceremonii amerykański prezydent wziął naszego kolegę na stronę i zadał mu to samo pytanie!
- I jaka była odpowiedź?
- "Moim zdaniem, nie. Putin nie jest bezpośrednio związany z zabójstwem Anny. Ale to on stworzył system, który umożliwił takie zabójstwo. I dlatego niesie moralną odpowiedzialność." Ja odpowiedziałbym tak samo.
- Czy uważa Pan, że rosyjski prezydent rzeczywiście pragnie, aby znaleziono zabójców?
- Tak uważam. Kiedy mówi, że ta sprawa bardzo zepsuła mu image za granicą, to mówi szczerze. Proszę nie zapominać, że zabójstwa dokonano w jego urodziny! Dlatego chce on wiedzieć, kto za tym stoi. Ale to wcale nie oznacza, że zamierza on sam dochodzić do prawdy i że zleceniodawcy i zabójcy wreszcie trafią do więzienia. Jaki by nie był rezultat dochodzenia, oficjalna propaganda nadal będzie taka sama, nadal będą z uporem powtarzać - zwłaszcza w obliczu rozpoczętej kampanii wyborczej, - że zleceniodawcą zabójstwa Anny był Borys Bierezowski. Putin zdecydował się zrobić z niego "wroga narodu", winowajcą wszystkiego, co złe, jak niegdyś Stalin postąpił z Trockim.
- I na koniec, najstraszniejsze w tej sprawie - to, że udało się Panu przekonać Annę, aby zaprzestała pisania o Czeczenii i Kaukazie.
- Tak, już dawno jej mówiliśmy, że to zbyt niebezpieczne, że jest wymęczona. Krótko mówiąc, że już dawno powinna zmienić temat. Czuliśmy, że nasi czytelnicy mają już Czeczenii po uszy. Chcialiśmy, aby jej cudowne pióro opisywało co innego - straszną rosyjską biedę. Ale za każdym razem, gdy rozpoczynaliśmy o tym rozmowę, Anna odpowiadała: "Czyli co, tam cierpią ludzie, a wy chcecie, żebym przestała im pomagać? Nigdy!" Ale, być może z powodu narodzin wnuczki i ciężkiej choroby matki, wreszcie się zgodziła. Było to na kilka dni przed jej śmiercią.
nathalie_xd
źródło - www.daymohk.info, 6.10.2007r.
|