10 marca, o godz. 5 rano, rosyjskie wojska rozmieścili się w okolicach naszej wsi. Wczesnym rankiem mnie i braci obudziła mama i karała ubierać się szybko, uprzedziwszy, że rosyjskie wojska okrążyły osiedle, i szybko zaczną się przeszukiwania. Blokada wsi tłumaczona była tym, że jakoby w nocy do wsi weszli bojownicy i rzekomo nasz mułła okrywa ich. Przewodniczący rady gminnej, którego zawołali do sobie, wrócił od nich cały pobity. Żołnierze przedstawili ultimatum, że jeżeli w ciągu 20 minut on nie wyda partyzantów , ta wieś w całości zostanie poddana ostrzałowi i niby że, jemu wiadomo, jakie następstwa zdarzają się potem. Wszyscy wyszliśmy na zewnątrz i stojąc czekaliśmy, co odbędzie się dalej. Baliśmy się wrócić do domu, widząc, że żołnierze w innych wsiach postępowali takim samym sposobem. Najpierw ostrzeliwali, a potem, niby jako znalezionych bojowników, zabierali do filtracyjnych obozów wszystkich mężczyzn albo też po prostu ich zabijali.
Po pewnym czasie oczekiwania, pokazała się kolumna żołnierzy, około 500 ludzi. Brudni: niektórzy w maskach, inni bez nich, mijali nas zostawiając po trzech, czterech żołnierzy w każdym podwórzu. Do naszego domu weszło pięciu żołnierzy, a do sąsiada trzech. Po wsi zaczęły poruszać się wojskowe maszyny. Z przodu szli saperzy z nausznikami. Koło naszego domu zatrzymał się BTR a na jego pancerzu siedziało koło 15-20 żołnierzy, i wszyscy byli w maskach. Żołnierze szybko zeskoczyli i, wybiwszy furtkę wbiegli na nasze podwórze. Bardzo się baliśmy! Wszystkich nas położyli na ziemię, twarzą na dół, z rękami za głową. Jeden z ich spytał: kto jest w domu matka, mów szybko?. Wzięli ją za łokieć i powlekli do domu. Wtedy Isa, mój brat, rzucił się na żołnierza próbując odebrać mu mamę, i w tej chwili inny Rosjanin, stojący przy jabłoni, strzelił w niego z automatu. Isa, padając jeszcze zahaczał o żołnierza trzymającego mamę, i upadł u jej nóg. Mama niepohamowanie zaczęła krzyczeć: Isa, syneczek!. Potem usłyszałam jeszcze dwa strzały z automatu ale zlękła się spojrzeć na bok na drugiego swojego brata. Widziałam, jak mama, cała blada, powoli opadła obok Isy, rozstawiwszy ręce w różne strony. Przelotnie spojrzałam na bok na drugiego brata. Leżał twarzą do ziemi, a z tyłu jego głowy zionęła ogromna rana, i z niej smagała krew. Ale tu usłyszałam: a z nią co będziemy robić?. Ciągnij ją do domu, odpowiedział ktoś. Z tyłu złapali mnie za włosy i wepchnęli do domu, i rzuciwszy śladem dwa granaty, zamknęli drzwi. Granaty potoczyły się do przeciwległej ściany, ale z jakiegoś powodu długo nie eksplodowali, i naraz zaś zorientowałam się, że muszę szybko przedostać się do innego pokoju. I gdy tylko zdążyłam przebiec, rozległ się okropny wybuch, a potem jeszcze, i taki potężny, że sufit zwalił się na mnie, i straciłam świadomość. Kiedy zaś ocknęłam się, to usłyszałam na dworze strzępy rozmowy, ale w żaden sposób nie mogłam zrozumieć, kto to mówi. Potem usłyszałam jak jacyś mężczyźni zaczęli chodzić po pokojach, ale znajdowałam się pod obsunięciem się, i nie było mnie widać. Słyszałam ich rozmowy z jakąś kobietą, która powtarzała że mnie zabrali na BTR. Zebrałam się i krzyknęłam, że ja tu. Tylko kiedy mnie zwolnili z ruin, odczułam ból w plecach i nogach. Jedna noga była złamana i żebra też. Gdy wyciągnęli mnie na zewnątrz, zobaczyłam leżących martwych swoich braci i mamę. Wieczorem dowiedziałam się, że z wsi wyprowadzili 20 ludzi, rozstrzelali naszego przewodniczącego rady gminnej i jego syna, jakoby za przedstawioną dezinformację. A tak myślę jeżeli ich oszukał, to po co wtedy zabrali ludzi? Potem, wyjaśniło się, że żadnej informacji nikt nie dawał.
Co mogę powiedzieć o działaniach Rosjan? Widoczne jest to, że oni niszczą czeczeńskich obywateli. Ojciec nasz umarł na chorobę w 1998 roku, i teraz ze starszym bratem zostaliśmy we dwójkę. Teraz my jesteśmy zupełnymi sierotami. I takich dzieci, jak my, w Czeczenii jest bardzo wiele.
Świadectwa Chasanowoj Taisa, Nożaj-Iurtowskij rej., osiedle Gardałoj.
Zapisał 26 marca 2002 rok Wacha Banżajew.
Z: http://www.chechenews.com/news/117/ARTICLE/5294/2008-10-02.html
|